Rozwodzę się…

Przychodzi taki moment w życiu faceta, że trzeba powiedzieć twardo – NIE!

Przez 12 lat mojego małżeństwa dużo się wydarzyło. Popełniałem błędy. Jak każdy. Wszyscy mamy swoje większe i mniejsze wyzwania, problemy, trudności do pokonania. Nazywaj to jak chcesz.

Słuszna decyzja

Rozwieść się ze starymi przyzwyczajeniami oznacza świadomą rezygnację z tego co nie działa. Mimo tego, że wciąż możesz po drodze upadać, to jednak walczysz z tym, co do tej pory przynosiło marne efekty. Niestety częsty błąd polega na tym, że nieustannie robimy to samo oczekując innych rezultatów. Prawda jest jednak bardzo prosta i jednocześnie brutalna.
„Co zasiejesz, to zbierzesz”
To zawsze wymaga czasu. Krótszego lub dłuższego. Jeśli w Twoim związku źle się dzieje lub nie jest tak jak powinno – uwierz mi – zacznie to wszystko prędzej czy później wypływać. Możesz chować wiele rzeczy do przysłowiowej szafy, ale i tak wypadną z niej trupy.

Moje osobiste doświadczenia

Aby zaszła zmiana musi być akcja i potem następuje reakcja. W moim przypadku wygląda to tak, że zacząłem doceniać to co mam, a przestałem się skupiać na tym czego mi brakuje. Duża część ludzi ma problem ze zmianą sposobu postrzegania rzeczywistości. Nie chodziło tu o to, że zmieniłem się w kogoś kim nie jestem. Nie założyłem też żadnych okularów, żeby widzieć inaczej. Po prostu zmieniłem kierunek skupienia swoich myśli.
Łapię chwilę i jest we mnie dużo wdzięczności. Muszę powiedzieć, że to niesamowicie skuteczne. Wiem, wiem. Fajnie się to czyta, ale jak do cholery to zrobić? To przychodzi z czasem. Trzeba cierpliwości. Nie mówię, że lat, ale wiele zależy od twojej skuteczności osobistej. Co to znaczy?  Dużo ludzi ponosi porażkę, bo nie umieją zarządzać sobą. Łatwo się poddają. Rozsypują się. Moim błędem było, że za mało myślałem co mogę z tym zrobić. Skupiałem się zbytnio na moim problemie, a nie na rozwiązaniach.

Co mi to dało?

Te wszystkie doświadczenia ukształtowały mnie jako człowieka, męża i ojca. Po ponad 12 latach wciąż mi się chce walczyć jak lew o własne małżeństwo i nie będę się poddawał. Mam swoje słabości, ale jestem też wytrwały.  Moim zadaniem jest bycie wsparciem dla NIEJ w każdej sytuacji bez względu na wszystko. Powiesz może, że to jakiś głupi i niezrozumiały heroizm. A ja Ci odpowiem:
„Robię to, bo chcę i tak zdecydowałem. Nikt mi nie przystawił pistoletu do głowy. Mam swoje stabilne wartości i wiem czego chcę od życia. Kosztowało mnie to mnóstwo pracy”
Nie pisze tego, żeby się chwalić, ale żeby pokazać tobie, że można tak robić. Dokonując czasem niewielkich zmian, wpływamy znacząco na to co się dzieje w naszym związku.

Potęga metamorfozy

Nie jest to pusty frazes, ale wynik działania. Zobacz co masz, doceń to i pracuj nad tym czego ci brakuje. Czy jestem zakompleksionym gościem, który panicznie bo się samotności i ze strachu robi pod siebie będąc gotowym na poświęcenia tylko dlatego, żeby moja kobieta ode mnie nie odeszła? Nie! Mam szczęśliwe i wartościowe małżeństwo. Zrobię co tylko mogę, aby trwało to nadal. Rozwodzę, się ze starymi przyzwyczajeniami, z poczuciem niemocy i braku wpływu na to jak chcę, aby mój związek wyglądał.
Niestety w życiu tak jest, że powszednieje co masz na co dzień. Niejednokrotnie przestajesz to dostrzegać, a to otwarta droga donikąd. Twój związek się wtedy rozpadnie, a może nie. Dobrze jest w porę się obudzić.

Przełom

Pamiętam kiedyś taką chwilę… Jestem wręcz pewny, że ten moment będzie ze mną na zawsze. Pokłóciliśmy się z żoną. Doskonale sobie przypominam co wtedy zrobiłem. Każdy z nas zna to uczucie zaraz po kłótni czy sprzeczce. Nawet jak nie chcesz nic mówić i robić, to jest w tobie dużo zawziętości i uporu. Nie masz ochoty wyciągać pierwszy rękę, bo niby dlaczego?
Wtedy jednak zrobiłem coś, za co zawsze będę sobie wdzięczny. Podszedłem, przytuliłem i zaczęliśmy sobie wszystko wyjaśniać. Po chwili negatywne emocje odpuściły. Zadziały się tu 2 rzeczy.

#1 Zadałem sobie pytanie

„Do czego doprowadzi nas ta kłótnia, która przed chwilą się zdarzyła?”
Odpowiedź brzmiała – w zasadzie donikąd. Tym bardziej, że okazało się, iż nie był to żaden super ważny temat, abyśmy oboje potrzebowali ochłonąć dłużej po sprzeczce. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę potrzeby obydwu stron, bo temat kłótni mógł być niezwykle ważny dla jednej z nich. Wiele razy zdarza się przecież, że przedmiotem sprzeczki jest coś zupełnie innego, czego nie komunikujemy wprost.

#2 Złamałem swój stan emocjonalny

Emocje mają to do siebie, że potrafią robić z człowiekiem rożne rzeczy. Prawda jest taka, że niezależnie od tego jakie one są, to mocno się w nie angażujemy i je przeżywamy. Znasz zapewne to uczucie, kiedy powiedziałeś „o jedno słowo za dużo…”

Gdy jedna emocja opada – np. gniew, to pojawia kolejna – np. poczucie winy. Jeśli nie nauczysz się panować nad nimi, to taka spirala powtarzając się, może wywoływać bezsilność i swego rodzaju poczucie bycia w labiryncie, z którego nie wiadomo jak wyjść. Z pewnością warto się rozwieść z niepotrzebnymi fochami, które tak naprawdę nic nie wnoszą do związku, a jedynie rodzaj rywalizacji na zasadzie, kto komu co pokaże i kto pierwszy do kogo przyjdzie. Zostaw co nie działa, a wtedy dowiesz się w co należy inwestować swoją energię, bo to przyniesie dużo lepsze efekty. Będziesz mieć poczucie solidnie wykonanej roboty, a nie syzyfowej pracy.

Dlaczego to takie istotne?

Dla mnie jednym z najlepszych aspektów bycia w związku jest fakt stawania się lepszym przy tej drugiej osobie. Nie chodzi tu o zmiany na siłę. Każdy z nas ma swoje wady czy też złe przyzwyczajenia. Mój kolega przestał palić, ponieważ poprosiła go o to jego żona. Jest jej do dziś za to wdzięczny.
Rozwód z tym co nie gra daje szereg korzyści. W moim przypadku było tak, że chciałem wprowadzić swoje małżeństwo na jeszcze wyższy poziom. Chodziło o większe zadowolenie, budowanie silniejszej więzi i poczucia bliskości. To się udało, ale potrzebowałem redefiniować własne myślenie i sposób działania.
Jednym z największych odkryć jest bycie „tu i teraz”. Pomyśl w tym momencie jak często jesteś rozkojarzony, gdy druga osoba do Ciebie mówi lub kiedy po prostu spędzacie czas razem. Zawieszamy się między tym co było i co nas czeka. Rozpamiętujemy przeszłość, z której niejednokrotnie nie wyciągamy wniosków. Zamiast tego zatruwamy sobie nią życie myśląc:

„Jak to kiedyś pięknie było między nami… A teraz? Szkoda gadać…”
Takie myślenie to trucizna.
Z kolei druga pułapka, to nieustanne wybieganie w przyszłość. Jeśli masz zaplanowany ślub, fajne wakacje lub wiesz ze kupujecie dom, to z pewnością warto się tym delektować. Gorzej, gdy w twoim myśleniu pojawia się lęk. Owszem on jest naturalny, bo boimy się tego co nieznane, a przeszłości nie jesteśmy w stanie przecież przewidzieć. Jednak nie jest dobrą sytuacją, gdy strach przybiera na sile i wciąż w głowie kłębią się myśli na zasadzie:
„Co to będzie?”
Czy to oznacza, że nie warto mieć planów i celów? Oczywiście, że nie. Trzeba umiejętnie przechodzić między przeszłością i przyszłością. Wracać, aby wyciągać konkretne wnioski i wybiegać, aby mieć klarowną wizję własnego związku.

Rozwód ze złymi przywzywczajeniami, to jeden z kluczy stabilnego związku na lata. Nikt idealny nie jest, ale mamy się stawać najlepszą wersją siebie dla naszego partnera/partnerki.