Reanimowanie związku czy małżeństwa wcale nie należy do łatwych zadań. Wręcz przeciwnie. To czasami skomplikowany labirynt. Dużo zależy także od tego, z czym trzeba sobie poradzić. Sytuacje mogą być łatwiejsze do przerobienia, ale też mocno zawiłe.
Jak to jest?
Czy odpowiedź na pytanie postawione w tytule artykułu jest taka oczywista? Według mnie niekoniecznie. Owszem, wiele osób może odpowiedzieć po prostu:
„Kiedy się wszystko sypie, to należy ratować związek”.
Z jednej strony to prawda, ale z drugiej czy trzeba czekać na ten moment? Jasne, że ludzie chcą uniknąć tego co nieprzyjemne czyli konfrontacji i trudnych sytuacji. Wyjście z kryzysu to nie lada sztuka, a zrobić to samodzielne bez pomocy z zewnątrz, to już jest ogromny wyczyn.
Walka o związek jest niezbędna, bo problemy cementują relację i sprawiają, że ludzie się do siebie zbliżają. Znam małżeństwo, które się rozpadło, ponieważ nie miało problemów. Brzmi to wręcz absurdalnie, ale tak było. Ogromna ilość ludzi chciałaby być na ich miejscu. Jak widać nawet taka sytuacja nie jest skuteczną receptą na wspólne szczęście.
Dlaczego ludzie zwlekają?
Okazuje się, że tylko 2-3% osób się rozwija, gdy ich sytuacja jest stabilna. Taka też ludzka natura, bo po co coś zmieniać skoro mimo, iż nie jest super, to przynajmniej jest „jakoś”. O ile w niektórych przypadkach ludzie się po prostu zgadzają na taką „jakość”, to jednak w ogromnej ilości relacji jest to bomba z opóźnionym zapłonem. Ba, nawet w przypadku, gdy otrzymujemy jasne sygnały, że coś nie gra, to możemy je bagatelizować z różnych powodów. Tak czy siak nie warto czekać, bo sytuacja sama się nie naprawi.
Jeśli jesteś jedną z tych osób, które myślą:
„Jakoś to będzie”.
To w tym momencie moje pytanie do Ciebie brzmi:
„Powiedz mi konkretnie jak będzie”?
Najpierw trzeba zdecydować czego się chce. Mnóstwo ludzi nie ma o tym pojęcia. Zrób to bez owijania w bawełnę przed samym sobą. Jeśli to zbagatelizujesz, dołączysz do 80% ludzi, którzy podążają po prostu przed siebie bez celu. Skończysz dryfując z tłumem na statku bez kapitana i portu docelowego. Tam gdzie wiatr zawieje i statek skręci – tam się znajdziesz, za krótszy lub dłuższy czas. Czy o to naprawdę chodzi w związku, który ma dawać zadowolenie, poczucie spełnienia i energię życiową?
Zobacz co się dzieje
Potrzebna tutaj jest uważność. Schowaj czasami upór i własną ambicję do kieszeni. Nikt nie powiedział, że to proste. Na pewno jest konieczne, bo w przeciwnym razie będziesz widział tylko własną krzywdę i zranioną dumę, a drugiej osoby i jej potrzeb nie zobaczysz wcale.
Pułapką jest postrzeganie związku przez obarczanie wszystkim drugiej osoby. Uważam, że wina nigdy nie leży po jednej stronie. Wiem, że poczucie krzywdy często nie daje nam spokoju, ale wyciągając rękę walczymy przecież o coś znacznie cenniejszego niż o własną dumę.
Im wcześniej tym lepiej
Niby to żadne odkrycie, ale jednak. Mało jest par, które szukają pomocy już na wczesnym etapie pojawiających się trudności. Kiedyś przeczytałem wpis jednej kobiety, który brzmiał mniej więcej tak:
„Szukamy z mężem kogoś kto pracuje z parami. Pojawiają się u nas problemy z komunikacją. Nie jest źle, ale chcemy zawczasu temu zaradzić”.
Według mnie jest to idealny moment, aby rozpocząć walkę o swój związek. Dlaczego? Jeśli jesteśmy uważni na to, co się dzieje, to wiele rzeczy możemy łatwiej i szybciej rozpoznać. Mało tego. Trzeba sobie jasno i szczerze odpowiedzieć na pytanie:
„Czy jesteśmy sami w stanie sobie poradzić z naszymi trudnościami”
Jeśli odpowiedź jest na nie, to należy poszukać osoby, z którą można przepracować dany problem. Wiele osób się wstydzi przyznać, że nie potrafią sobie poradzić z tym co ich spotkało, choć mam wrażenie, że w wielu przypadkach to domena facetów. W związku sytuacje potrafią się mocno skomplikować, a zwlekając zbyt długo ze skorzystaniem z fachowej pomocy narażamy się na poważne konsekwencje włączając w to rozpad związku. To trochę jak próbować po swojemu i na własną rękę naprawiać kilkoma kluczami samochód naszpikowany elektroniką.
Owszem, jeśli możemy w relacji coś zreperować sami, to zróbmy to! Nie każdy przecież od razu szuka pomocy u specjalisty. Jednak gdy widać, że sprawa się komplikuje i ciężko już od jakiegoś czasu znaleźć rozwiązanie, to wtedy warto znaleźć dobrego fachowca.
Gdy jeszcze Ci zależy
Tutaj wydaje się, że leży pewna granica. Spotkałem się ze stwierdzeniem, iż próby ratowania związku należy przeprowadzać do momentu, gdy jest zaangażowanie z obu stron. Oczywiście jest to bardzo ważne, ale na przykład znam sytuację, gdzie facetowi przestało zależeć. Gdy jednak zobaczył swoją żonę, która się nie poddała i kontynuowała sesje ze mną, to także zaczął uczestniczyć w tych spotkaniach. Zobaczył coś innego niż do tej pory. Jej postawa uświadomiła mu coś, czego wcześniej nie widział. Ona nie dała za wygraną i jego to także zmotywowało do dalszej pracy.
Jak wam jest bez siebie?
Kiedy emocje biorą górę, to możesz niestety powiedzieć w nerwach o jedno słowo za wiele:
„Mam święty spokój, gdy Cię nie widzę”.
Gdy ochłoniesz, to przyznaj przed sobą szczerze co czujesz w odniesieniu do drugiej osoby i jak się czujesz, gdy jej nie ma obok Ciebie. Pisząc o szczerości nie rzucam słów na wiatr. Chodzi o szerszą perspektywę. Co innego upór i racjonalizacja, a serce przecież także ma swoje racje i warto go posłuchać i w ogóle dopuścić do głosu. Oczywiście nie mam tu na myśli tkwienia w toksycznym związku.
W pewnych przypadkach działa zadanie sobie pytania:
„Co w tej osobie jest dobrego i fajnego”?
To zmienia perspektywę i możliwość zobaczenia partnera/partnerki w innym – bardziej pozytywnym świetle. Nie jest to łatwe, gdy tkwimy po uszy w gniewie, żalu czy też poczuciu winy. Niemniej jednak jest to bardzo istotny element skutecznego naprawiania związku.
Ze względu na dzieci?
To bardzo szczytne i szlachetne. Moi rodzice są po rozwodzie. Wcześniej moja mama podjęła w pewnym momencie decyzję o kontynuacji małżeństwa z moim tatą ze względu na mnie i mojego brata.
Będąc nastolatkiem, to byłem w zasadzie już przyzwyczajony do sytuacji rodzinnej, w której się znalazłem. Jednak odwiedzając często mojego bliskiego przyjaciela z liceum, widziałem jego obojga rodziców w domu. Zastanawiałem się i doszedłem do wniosku, że jednak chciałbym, aby moi rodzice byli razem.
Czy warto zatem podejmować próby ratowania relacji ze względu na dzieci? To dobry pomysł, gdy na przykład okaże się to dodatkową motywacją dla obojga. Można też po prostu dać sobie szansę i jeśli samodzielnie potrafimy, odpuścić pewne rzeczy. Wtedy koncentrujemy się na tym, co trzeba poprawić i do czego wspólnie mamy dążyć.
Gdy dzieci tylko są powodem samym w sobie, a nie mamy intencji pracy nad relacją, to trzeba się porządnie zastanowić. Żadne dziecko nie będzie szczęśliwe mając nieszczęśliwych rodziców. Nawet gdy uda się to przeciągnąć to momentu, aż dzieci się usamodzielnią i wyprowadzą z domu, to są przypadki, że wtedy związki się rozpadają. Jest też inny promyk nadziei. Ludzie decydują się próbować ratować relację ze względu na dzieci i po jakimś czasie ich położenie może się odmienić, ponieważ zajdą pewne zmiany u nich. Poprzez trudności, w których się znaleźli i postrzeganiu tych samych sytuacji inaczej niż kiedyś można naprawdę wiele osiągnąć.
Tak na koniec
Osobiście zawsze powtarzam, że warto ratować związek do samego końca, tak, aby mieć przeświadczenie, że wykorzystaliśmy w danym momencie wszystkie dostępne możliwości. Z pewnością nie warto czekać na ostatni moment. Dzwonek, który zabrzmi może nie oznaczać ostrzeżenia, ale niestety koniec relacji. Wtedy część osób się dopiero budzi ze snu, a praca nad związkiem jest w tym momencie trudniejsza, bo wiele rzeczy się nazbierało i pewne sprawy zaszły daleko. W każdym razie wszystko jest w naszych rękach, a ja ze swojej strony gorąco polecam codzienne dbanie o własny związek.
