Co robić gdy związek się sypie?

Zdarzają się momenty w związku, w których mamy wszystkiego dosyć. Ogarnia nas poczucie przytłuczenia i niemoc wyjścia z sytuacji. Wszystko się miesza i piętrzy. Jak sobie z tym poradzić?

Ogarnij chaos

Gdy nam się wszystko wali na głowę, to czujemy się przygnieceni całością sytuacji. Problemy, które nawet jakiś czas temu wydawały się do pokonania, stają się przeszkodą nie do przejścia. W głowie kłębią się tysiące myśli i wiele scenariuszy. Wszystko jest tak prawdopodobne, że mamy poczucie zbliżającego się kataklizmu.

Przede wszystkim warto stanąć „ponad” sytuacją i zastanowić się jak ona wpływa na nas. Wiadomo, że źle, ale tu chodzi o coś więcej – o decyzję, że nie chcemy w ten sposób zatruwać samych siebie. Wiem, że to trudne, ale konieczne. W przeciwnym razie tkwimy w miejscu i dopada nas frustracja, która przekształca się w agresję i bezsilność. W tak skrajnych emocjach nie da się podejmować dobrych decyzji dla związku. Faktem jest, że skrajności czasem okazują się bardzo silnym bodźcem do działania, ale z pewnością nie wolno samego siebie doprowadzać do takiego stanu. To nie jest odpowiednia motywacja na dłuższą metę.

Zdrowe uporządkowanie myśli polega na tym, że nie sieją one w nas takiego spustoszenia jak do tej pory. Idąc dalej  – potrafimy „nie wkręcać się” aż tak bardzo w przeżywane emocje. Nie warto karmić tych bestii, które siedzą nam w głowie.

Nie zawsze umiemy dostrzegać czyste fakty. Ile razy się przecież zdarza, iż oceniamy sytuacje według własnego „widzimisię” oraz niemal automatycznie przerzucamy winę na drugą osobę. Tego rodzaju zachowanie sprowadza tylko na manowce.

Ogarnięcie chaosu w głowie ma na celu opanowanie przede wszystkim samego siebie i przywrócenie poczucia kontroli, które jest bardzo ważnym mechanizmem w naszej psychice. Inaczej się przecież zachowujemy jak jesteśmy stabilni i przewidywalni w swoich działaniach, a zgoła odmiennie, kiedy wręcz sami siebie zdumiewamy.

Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że gdy jesteśmy postawieni w trudnej, nowej sytuacji, to często nie potrafimy działać racjonalnie. Dzieje się tak dlatego, ponieważ nie czujemy się bezpiecznie i wzrasta poziom przeżywanych emocji. Ktoś stwierdzi:

„Łatwo się mówi, a trudno się opanować, gdy rzeczywiście wszytko się wali na głowę”
Jak wspomniałem – to problematyczne. Jednak jest to umiejętność zdecydowanie warta nauczenia się. Oczywiście nie chodzi tutaj o to, aby być jak z kamienia. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. Gdy „wody” wzburzonej sytuacji nieco opadną, to wtedy jest najlepszy moment, aby móc sobie sprawy porządkować. Jasne jest to, że nie sposób często ogarnąć tego co robi partner/partnerka, a nawet my sami. Trudno nam to zrozumieć.

Bycie ze sobą, to także godzenie się, żeby dawać sobie nawzajem szansę poznawania się coraz głębiej. Dotarcie bowiem do prawdziwej intencji postępowania partnera/partnerki daje zrozumienie. Wiemy, czego możemy się spodziewać, a to już duża lepsza sytuacja, niż gdy zachowanie drugiej połówki spada na nas jak grom z jasnego nieba.

Zaakceptowanie faktu, że jesteśmy różni doprowadza nas do miejsca, gdzie jesteśmy w stanie podążać w stronę rozwiązań, a nie skupiać się na tym co nas dzieli.

Dlaczego właśnie JA?

Zagłębianie się w tego typu myśli nie prowadzi do niczego dobrego. Wręcz przeciwnie – to bardzo wyniszczające, ponieważ wpędza nas np. w poczucie winy. Jesteśmy niedostatecznie… no właśnie – dobrzy, czuli, kochający, niezasługujący na miłość itp. Zauważ, iż w takim stanie trudno dostrzec jakiekolwiek pozytywy w sobie lub otaczającym świecie.

O ile w poprzednim artykule pisałem, że widzimy brak świetnych związków wokoło, to w tej sytuacji może być odwrotnie, ponieważ poszukujemy potwierdzenia własnego sposobu myślenia i stwierdzamy, że gdzie okiem sięgnąć, otaczają nas super związki. Wszystko zależy od perspektywy z jakiej patrzymy. Widzimy co mają inni, a czego nam brakuje. Nie tyle pod względem materialnym, ale także emocjonalnym.

Nieraz wpadamy w generalizacje i stwierdzamy, że na przykład na 20 związków naszych znajomych wszystkie jest całkiem w porządku. Ewentualnie zabezpieczamy własny sposób myślenia mówiąc:

„Być może dzieją się tam jakieś drobnostki, ale cóż to jest w porównaniu do MOICH problemów”

W tym momencie obniżamy wartość naszego związku i jeszcze bardziej uwydatniamy to, co jest w nim złego.

Warto pamiętać o pewnej zasadzie:

„My to my, a oni to oni”

Nasza perspektywa spojrzenia na inne pary niekoniecznie musi pokrywać się z prawdą. Pamiętajmy o ważnej rzeczy. Ludzie często budują wokół siebie pewien dobry wizerunek, pewnego rodzaju otoczkę, w której czują się bezpiecznie wobec otaczającego świata. Przebicie tego kokonu sprawia, że kurtyna może opaść i zobaczymy niekoniecznie wspaniały związek, w którym wszystko rewelacyjnie  się układa.

Warto wspomnieć jeszcze jedno zagrożenie myślenia:

„Dlaczego mnie to spotkało?”

Tego typu pytanie może w konsekwencji doprowadzić do tego, że będziemy bardzo negatywnie patrzeć nie tyle na związek, co na naszego partnera/partnerkę. Wynikać to może z rozczarowania, poczucia krzywdy czy też złości. Konsekwencją tego jest także negatywne „nakręcanie się”. Od tego bardzo łatwo dojść do przekonania, że nasz partner/partnerka jest niewartościowy i nie daje tyle ile powinien (patrz tyle co inni).

Polecam przede wszystkim najpierw przyjrzeć się samemu sobie – co nie jest łatwe – a dopiero potem oceniać naszą drugą połówkę. Może się okazać, że wpadliśmy w spiralę błędnego samonakręcającego się myślenia – negatywnego oceniania wszystkiego i wszystkich. Skutkiem tego jest rzeczywistość, w której bardziej zajmujemy się analizą innych niż prawidłowym zdiagnozowaniem siebie i własnego związku.

Niewygodny problem i brak działania

Z jednej strony wszystko wydaje się jasne, bo jak się „wali i pali” to trzeba ratować wszystko co tylko można. Z drugiej strony wiele osób tkwi w problemie, który ma. Moje doświadczenia są następujące. Wiele osób jest niezdecydowanych na to, co ma robić. Boją się konsekwencji podjętych decyzji. Często mają też w głowie:
„Już mi nic nie pomoże”
Prawdą jest jednak, że nie próbowali innych rozwiązań, niż te której mają w głowie. Owszem można też usłyszeć:
„Próbowałem setki i tysiące razy”

Uwierz mi – nie spróbowali nawet paru różnych sposobów. Często wdrażanie rozwiązania danego problemu nie jest skuteczne, ponieważ podchodzimy do niego w ten sam sposób. Wiele razy mamy też w głowie wizję jak to wszystko ma wyglądać i jak będzie super gdy, problem się rozwiąże. Niestety z uporem maniaka próbujemy przeforsować swoje pomysły najczęściej powtarzając te same schematy, używając też niemal identycznych komunikatów.

Jest też druga strona medalu tej sytuacji. I ona brzmi:
„Rozwiązanie problemu jest bardzo odległe”
Poprzez to związek pogrąża się maraźmie. Jest pewien paradoks. Chcielibyśmy, aby wszystko było dobrze z jednoczesnym brakiem wprowadzania zbyt dużych zmian w naszej relacji. Nawet jak mamy w głowie świetny pomysł, to wdrożenie do rzeczywistości wydaje się utopią. Jednak gdy pojawia się problem, to pewne działania są niezbędne do tego, żeby związek mógł trwać. Czasami one muszą być mniejsze lub większe, ale z pewnością są konieczne. Nie da się funkcjonować całe życie dokładnie w ten sam sposób.

Kolejnym problemem jest to, że poprzez całkowite zanurzenie w problemie, zabiera on dużo energii oraz pochłania naszą uwagę. Czasami wprowadzenie naprawdę prostych rzeczy może w związku świetnie zafunkcjonować. Trzeba się po prostu otworzyć na zmiany.

„Bardziej męczymy się myśleniem o robieniu czegoś niż rzeczywistym działaniem”

Pamiętam jak kiedyś miałem w pracy trudny dzień. Zbudowałem w swojej głowie obraz, że będę musiał wiele godzin spędzić nad pewnymi rzeczami. Wystarczyło półtorej godziny pracy i wszystkie sprawy były załatwione. Na tym przykładzie dobitnie widać:

„Zbyt często tkwimy w naszej głowie, a nie skupiamy się na robieniu”

Oczywiście nie zachęcam do olewania analizy czy też przemyśleń, ponieważ one są wartościowe i cenne. Niemniej jednak potrzeba pewnego rodzaju balansu. Ostatecznie musi być podjęte działanie. Osobiście bardzo często wyciągam taką lekcje:

„Im szybciej wdrażam rozwiązania w życie tym lepiej”

Wiadomo – to nie zawsze przychodzi „ot tak”. Błędy popełnia każdy i nie ma ideałów, ale warto sprawdzać i testować różnego rodzaju rzeczy. Nie wolno pozwolić, aby utkwić w kiepskiej czy wręcz beznadziejnej sytuacji na zbyt długo. 

Różne spojrzenia na to samo

Jest coś takiego co nazywam nietrafianiem w potrzebę. Polega to na tym, że coś robimy, podejmujemy działania i są one w naszej ocenie słuszne. Myślimy sobie, iż wszystko jest w porządku i gdy będziemy tego robić więcej, to nasza sytuacja w związku się poprawi i w konsekwencji odmieni. Niejednokrotnie ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu druga strona mówi:

„Nic nie robisz”
„W ogóle nie pomagasz”
„Nie starasz się”
Takie opinie mogą wywoływać różne emocje takie jak gniew czy też poczucie rezygnacji. Nasze działania przecież miały doprowadzać do zupełnie innego efektu – bardziej pozytywnego niż to, że zostaniemy na końcu skrytykowani. Wtedy potrzebne jest zejście w głąb problemu czyli wspólna rozmowa na temat tego co jest rzeczywistą potrzebą danej osoby. Na przykład jeśli ktoś potrzebuje wsparcia w porządkach domowych, no to pytanie:

„Czy wystarczy po prostu co tydzień pomóc sprzątać w mieszkaniu?”

Czy jednak bardziej to wsparcie ma polegać na dobrym słowie, na wdzięczności i na poszanowaniu pracy partnera/partnerki? Taka informacja jest niesamowicie ważna, gdyż w odpowiednim momencie można zmienić swoje działania na coś przynoszącego lepsze rezultaty. W przeciwnym razie ogrom pracy, który wcześniej włożyliśmy może pójść na marne, bo okaże się, że robiliśmy nie to co trzeba. Im szybciej takie sytuacje będziemy wyjaśniać między sobą, tym lepiej dla nas samych oraz dla związku.

Kolejna rzecz to różne spojrzenia na przeszłość. Dla kogoś jakaś dawna sytuacja może być nic nie znaczącym wydarzeniem, o którym nawet nie będzie pamiętać. Z kolei druga strona nosi to głęboko w sobie i doskonale odtworzy bieg wydarzeń ze szczegółami. Gdy w tego typu sytuacjach ludzie nie potrafią się spotkać we wspólnym punkcie, to dochodzi także do konfliktów. Każdy z pewnością ma swoje argumenty. W tym przypadku warto, abyśmy pozwolili sobie nawzajem wyrażać własne uczucia co do przeszłych sytuacji i uszanowali fakt, że mamy różne spojrzenia na to, co się stało. Nie warto podważać tego co odczuwa partner/partnerka mówiąc:

„Daj spokój, przesadzasz!”

Każdy z nas spogląda na świat poprzez własne, indywidualne filtry rzeczywistości. I nie powinno nas dziwić, że partner/partnerka odbiera te same sprawy inaczej niż my. Ważne, aby to nie blokowało dwojga ludzi przed szacunkiem do siebie. Ucząc się drugiej osoby dajemy sobie szansę na bycie bardziej empatycznym i otwartym. A to już bardzo dużo, ponieważ dobry związek to „MY”, a nie „JA”.

Dylemat

Jeśli mimo trudnej sytuacji nadal chcemy walczyć o przyszłość naszej relacji, to trzeba zastanowić się czy nie skorzystać z pomocy specjalisty. Od razu dobrze jest się odpowiednio nastawić do tego typu współpracy, ponieważ z założenia taka osoba ma nam pomóc. Nie warto w swojej głowie układać czarnych scenariuszy:

„Nie będę nikomu się zwierzać”

Rozumiem, że takie założenie jest podyktowane pewnego rodzaju obawą, abyśmy nie zostali negatywnie ocenieni lub wręcz wyśmiani. Dobrze jest pamiętać, że należy po prostu się otworzyć na coś innego niż do tej pory – na pracę, która przyniesie dużo korzystniejsze rezultaty, aniżeli to co robiliśmy do tej pory. Nowe umiejętności to też lepsza komunikacja między ludźmi. To się przekłada na zrozumienie drugiej osoby. Wtedy czujemy się lepiej i spokojniej, ponieważ jeżeli nasz partner/partnerka zachowuje się w taki czy inny sposób, to wiemy dlaczego tak a nie inaczej postępuje.

Decyzja o podjęciu współpracy ze specjalistą nie należy do najłatwiejszych, ale może być ona uwalniająca nas od wielkiego ciężaru emocjonalnego jaki nosimy. Gdy mamy wszystko na swoich barkach, to trudna sytuacja w związku bardziej nam przeszkadza niż wielogodzinna praca zawodowa. Ludzie płacą ogromną cenę, ponieważ trudno wykonać im krok do przodu.

Podsumowanie

Sytuacja w której relacja się sypie jest jedną z najgorszych rzeczy jaka może spotkać człowieka. Nie chodzi mi tutaj o budowanie jakiegoś patosu. Zawsze gdy mam w głowie obraz rozpadającego się związku, to widzę dwoje ludzi, którzy bardzo cierpią. Wcześniej połączyło ich coś wielkiego, byli bardzo szczęśliwi, a teraz stoją na skraju przepaści.

Zachęcam przede wszystkim do rozmawiania ze sobą nie tyle o codzienności, ale przede wszystkim na trudne tematy. Prawda jest taka, że nie da się ich uniknąć. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej, bo wtedy bardzo mocno zwiększamy swoje szanse szybsze przepracowanie problemu. Gdy nie potrafimy z niego samodzielnie wyjść, to trzeba rozważyć pomoc osoby z zewnątrz.

Jeśli jeszcze nie przeczytałeś mojego ostatniego artykułu, to zachęcam Cię do tego. Kliknij w link poniżej: