Zdarzają się momenty w związku, w których mamy wszystkiego dosyć. Ogarnia nas poczucie przytłuczenia i niemoc wyjścia z sytuacji. Wszystko się miesza i piętrzy. Jak sobie z tym poradzić?
Ogarnij chaos
Zdrowe uporządkowanie myśli polega na tym, że nie sieją one w nas takiego spustoszenia jak do tej pory. Idąc dalej – potrafimy „nie wkręcać się” aż tak bardzo w przeżywane emocje. Nie warto karmić tych bestii, które siedzą nam w głowie.
Nie zawsze umiemy dostrzegać czyste fakty. Ile razy się przecież zdarza, iż oceniamy sytuacje według własnego „widzimisię” oraz niemal automatycznie przerzucamy winę na drugą osobę. Tego rodzaju zachowanie sprowadza tylko na manowce.
Ogarnięcie chaosu w głowie ma na celu opanowanie przede wszystkim samego siebie i przywrócenie poczucia kontroli, które jest bardzo ważnym mechanizmem w naszej psychice. Inaczej się przecież zachowujemy jak jesteśmy stabilni i przewidywalni w swoich działaniach, a zgoła odmiennie, kiedy wręcz sami siebie zdumiewamy.
Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że gdy jesteśmy postawieni w trudnej, nowej sytuacji, to często nie potrafimy działać racjonalnie. Dzieje się tak dlatego, ponieważ nie czujemy się bezpiecznie i wzrasta poziom przeżywanych emocji. Ktoś stwierdzi:
Bycie ze sobą, to także godzenie się, żeby dawać sobie nawzajem szansę poznawania się coraz głębiej. Dotarcie bowiem do prawdziwej intencji postępowania partnera/partnerki daje zrozumienie. Wiemy, czego możemy się spodziewać, a to już duża lepsza sytuacja, niż gdy zachowanie drugiej połówki spada na nas jak grom z jasnego nieba.
Dlaczego właśnie JA?
O ile w poprzednim artykule pisałem, że widzimy brak świetnych związków wokoło, to w tej sytuacji może być odwrotnie, ponieważ poszukujemy potwierdzenia własnego sposobu myślenia i stwierdzamy, że gdzie okiem sięgnąć, otaczają nas super związki. Wszystko zależy od perspektywy z jakiej patrzymy. Widzimy co mają inni, a czego nam brakuje. Nie tyle pod względem materialnym, ale także emocjonalnym.
Nieraz wpadamy w generalizacje i stwierdzamy, że na przykład na 20 związków naszych znajomych wszystkie jest całkiem w porządku. Ewentualnie zabezpieczamy własny sposób myślenia mówiąc:
W tym momencie obniżamy wartość naszego związku i jeszcze bardziej uwydatniamy to, co jest w nim złego.
Warto pamiętać o pewnej zasadzie:
Nasza perspektywa spojrzenia na inne pary niekoniecznie musi pokrywać się z prawdą. Pamiętajmy o ważnej rzeczy. Ludzie często budują wokół siebie pewien dobry wizerunek, pewnego rodzaju otoczkę, w której czują się bezpiecznie wobec otaczającego świata. Przebicie tego kokonu sprawia, że kurtyna może opaść i zobaczymy niekoniecznie wspaniały związek, w którym wszystko rewelacyjnie się układa.
Warto wspomnieć jeszcze jedno zagrożenie myślenia:
Tego typu pytanie może w konsekwencji doprowadzić do tego, że będziemy bardzo negatywnie patrzeć nie tyle na związek, co na naszego partnera/partnerkę. Wynikać to może z rozczarowania, poczucia krzywdy czy też złości. Konsekwencją tego jest także negatywne „nakręcanie się”. Od tego bardzo łatwo dojść do przekonania, że nasz partner/partnerka jest niewartościowy i nie daje tyle ile powinien (patrz tyle co inni).
Polecam przede wszystkim najpierw przyjrzeć się samemu sobie – co nie jest łatwe – a dopiero potem oceniać naszą drugą połówkę. Może się okazać, że wpadliśmy w spiralę błędnego samonakręcającego się myślenia – negatywnego oceniania wszystkiego i wszystkich. Skutkiem tego jest rzeczywistość, w której bardziej zajmujemy się analizą innych niż prawidłowym zdiagnozowaniem siebie i własnego związku.
Niewygodny problem i brak działania
Uwierz mi – nie spróbowali nawet paru różnych sposobów. Często wdrażanie rozwiązania danego problemu nie jest skuteczne, ponieważ podchodzimy do niego w ten sam sposób. Wiele razy mamy też w głowie wizję jak to wszystko ma wyglądać i jak będzie super gdy, problem się rozwiąże. Niestety z uporem maniaka próbujemy przeforsować swoje pomysły najczęściej powtarzając te same schematy, używając też niemal identycznych komunikatów.
Kolejnym problemem jest to, że poprzez całkowite zanurzenie w problemie, zabiera on dużo energii oraz pochłania naszą uwagę. Czasami wprowadzenie naprawdę prostych rzeczy może w związku świetnie zafunkcjonować. Trzeba się po prostu otworzyć na zmiany.
Pamiętam jak kiedyś miałem w pracy trudny dzień. Zbudowałem w swojej głowie obraz, że będę musiał wiele godzin spędzić nad pewnymi rzeczami. Wystarczyło półtorej godziny pracy i wszystkie sprawy były załatwione. Na tym przykładzie dobitnie widać:
Oczywiście nie zachęcam do olewania analizy czy też przemyśleń, ponieważ one są wartościowe i cenne. Niemniej jednak potrzeba pewnego rodzaju balansu. Ostatecznie musi być podjęte działanie. Osobiście bardzo często wyciągam taką lekcje:
Wiadomo – to nie zawsze przychodzi „ot tak”. Błędy popełnia każdy i nie ma ideałów, ale warto sprawdzać i testować różnego rodzaju rzeczy. Nie wolno pozwolić, aby utkwić w kiepskiej czy wręcz beznadziejnej sytuacji na zbyt długo.
Różne spojrzenia na to samo
Czy jednak bardziej to wsparcie ma polegać na dobrym słowie, na wdzięczności i na poszanowaniu pracy partnera/partnerki? Taka informacja jest niesamowicie ważna, gdyż w odpowiednim momencie można zmienić swoje działania na coś przynoszącego lepsze rezultaty. W przeciwnym razie ogrom pracy, który wcześniej włożyliśmy może pójść na marne, bo okaże się, że robiliśmy nie to co trzeba. Im szybciej takie sytuacje będziemy wyjaśniać między sobą, tym lepiej dla nas samych oraz dla związku.
Każdy z nas spogląda na świat poprzez własne, indywidualne filtry rzeczywistości. I nie powinno nas dziwić, że partner/partnerka odbiera te same sprawy inaczej niż my. Ważne, aby to nie blokowało dwojga ludzi przed szacunkiem do siebie. Ucząc się drugiej osoby dajemy sobie szansę na bycie bardziej empatycznym i otwartym. A to już bardzo dużo, ponieważ dobry związek to „MY”, a nie „JA”.
Dylemat
Rozumiem, że takie założenie jest podyktowane pewnego rodzaju obawą, abyśmy nie zostali negatywnie ocenieni lub wręcz wyśmiani. Dobrze jest pamiętać, że należy po prostu się otworzyć na coś innego niż do tej pory – na pracę, która przyniesie dużo korzystniejsze rezultaty, aniżeli to co robiliśmy do tej pory. Nowe umiejętności to też lepsza komunikacja między ludźmi. To się przekłada na zrozumienie drugiej osoby. Wtedy czujemy się lepiej i spokojniej, ponieważ jeżeli nasz partner/partnerka zachowuje się w taki czy inny sposób, to wiemy dlaczego tak a nie inaczej postępuje.
Decyzja o podjęciu współpracy ze specjalistą nie należy do najłatwiejszych, ale może być ona uwalniająca nas od wielkiego ciężaru emocjonalnego jaki nosimy. Gdy mamy wszystko na swoich barkach, to trudna sytuacja w związku bardziej nam przeszkadza niż wielogodzinna praca zawodowa. Ludzie płacą ogromną cenę, ponieważ trudno wykonać im krok do przodu.
Podsumowanie
Sytuacja w której relacja się sypie jest jedną z najgorszych rzeczy jaka może spotkać człowieka. Nie chodzi mi tutaj o budowanie jakiegoś patosu. Zawsze gdy mam w głowie obraz rozpadającego się związku, to widzę dwoje ludzi, którzy bardzo cierpią. Wcześniej połączyło ich coś wielkiego, byli bardzo szczęśliwi, a teraz stoją na skraju przepaści.
Zachęcam przede wszystkim do rozmawiania ze sobą nie tyle o codzienności, ale przede wszystkim na trudne tematy. Prawda jest taka, że nie da się ich uniknąć. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej, bo wtedy bardzo mocno zwiększamy swoje szanse szybsze przepracowanie problemu. Gdy nie potrafimy z niego samodzielnie wyjść, to trzeba rozważyć pomoc osoby z zewnątrz.
Jeśli jeszcze nie przeczytałeś mojego ostatniego artykułu, to zachęcam Cię do tego. Kliknij w link poniżej:
