Jeśli jesteś zainteresowany budowaniem szczęśliwej relacji na lata, to koniecznie przeczytaj poniższy artykuł. Wyróżniłem 7 sytuacji, które mogą się okazać groźną pułapką dla trwałej relacji.
Zbyt rzadki seks
W zasadzie jednoznaczna odpowiedź na pytanie, co to znaczy sporadycznie się kochać jest niemożliwa, ponieważ każdy z nas musi określić indywidualnie co to dla niego znaczy. Dla kogoś seks 2 razy w tygodniu będzie zbyt rzadki, a i 2 razy w miesiącu też przecież nie będzie dobrze. Oczywiście na początku relacji tego seksu jest dużo więcej. Wynika to z fascynacji drugą osobą i marginalizowaniem wad.
Jednym ze składników miłości jest namiętność, ale zgodnie z naturą tego elementu, bardzo szybko idzie w górę, ale też prędko opada. Czy to znaczy, że będąc ze sobą coraz dłużej jesteśmy skazani na rzadki seks? Nic podobnego. Jednak chcąc mieć udane współżycie, trzeba nad nim popracować. Owszem nie jest to wszystko łatwe do pogodzenia, bo przychodzi tzw. proza życia i trzeba chodzić do pracy, zajmować się domem i dziećmi, sprzątać itd. Pamiętam kiedyś wpis jednej kobiety, który brzmiał mniej więcej tak:
„Cały dzień tyram. Rano wstaję i szykuję dzieci do szkoły. Kanapki dla nich i męża również. Gdy wychodzą, to zabieram się za sprzątanie i pranie. Idę na zakupy, gotuję. Wracają ze szkoły. Po obiedzie zmywam i zajmuję się dziećmi, bo zawsze jest coś do ogarnięcia. A to lekcje odrobić czy też przeczytać informacje ze szkoły. Kładę je spać i idę do łazienki. Wchodzę pod prysznic i gdy wracam do sypialnianego łóżka to padam i po prostu zasypiam”
Pytanie brzmi: gdzie tu miejsce na seks? Trudno się nie zgodzić, że taka codzienność nie ma dobrego wpływu na współżycie. Szczerze mówiąc z takiego obrotu sprawy żadna ze stron nie jest zadowolona. Z powyższego wpisu tej kobiety wynika np. jej przemęczenie i stąd niezbyt częste współżycie. Oczywiście to tylko przykład jednej z wielu prawdopodobnych teorii na tą sytuację. Żeby się dowiedzieć o co chodzi, trzeba by z nią porozmawiać na temat źródła problemu. Naturalnie nie chodzi tutaj o wskazanie winnego tego stanu rzeczy i wykonanie wyroku. Każdy też ma prawo mieć własną opinię w tym temacie. Jaka ona może być? Ktoś może powiedzieć, że ta kobieta jest zbyt ambitna i chce pokazać, że ze wszystkim sobie świetnie radzi. Inna osoba będzie chciała dodać, że nie prosi męża o pomoc i to jest jej błąd. Idąc dalej, jeszcze ktoś powie, że pewnie i prosiła, ale znając facetów to skończyło się na deklaracjach. Następna osoba podpowie, że widać między nimi konflikt i ona cały czas narzeka, a on się wycofał. A kto jej każe tyle robić – może się oburzyć kolejny komentujący. Może jej facet jest beznadziejny? – odpowie ktoś inny. Ten ciąg zdaniowy mógłby mieć wiele kilometrów, bo co osoba to inny punkt widzenia.
Notabene jakie to proste, prawda? Niejednokrotnie mamy gotowe scenariusze dla innych odnośnie przyczyn problemów z seksem, a pytanie czy sami potrafimy własne rozwiązać? Nie uderzam w tym momencie w nikogo, ale mam nieodparte wrażenie, że zbyt często nadajemy łatki i etykiety sytuacjom, które są skomplikowane, a dla nas wydają się pozornie proste do rozwiązania.
Niezależnie od powyższego przykładu, taki stan rzeczy mocno zagraża związkowi. Zbyt rzadki seks może prowadzić do wyizolowania się od siebie partnerów, a w konsekwencji do zdrady. Nie twierdzę, że zawsze to musi nastąpić, ale jest to bomba z opóźnionym zapłonem i z pewnością nastąpią jakieś konsekwencje tej sytuacji – choćby kłótnie.
Innymi przyczynami tego, że zbyt rzadko się kochamy mogą być: stres, zmęczenie, rutyna czy też utracone poczucie wartości i atrakcyjności.
Z pewnością warto jak najszybciej uporać się z problemem. W przeciwnym razie urośnie on do zbyt wielkich rozmiarów. Wtedy często na samą myśl o nim przestaje nam się chcieć rozmawiać, a rozwiązanie wydaje się bardzo odległe.
Twój związek lub małżeństwo potrzebuje pomocy? Chciałbyś zapomnieć o ciągłych kłótniach?
Chcesz wiedzieć jak budować stabilną relację? Skorzystaj i zapisz się na mój bezpłatny kurs
„7 niezbędnych elementów trwałego związku”
Kliknij w poniższy link:
Wyniszczające kłótnie
Tego stwierdzenia użyłem celowo, ale o tym za chwilę. Przyznam się w tym momencie do czegoś. Co prawda mało się kłócimy z żoną, ale jeszcze do niedawna miałem w głowie takie przekonanie:
„Czasami trzeba się pokłócić”
Szczerze mówiąc nigdy wcześniej się nie wgryzałem w to zdanie. Nie analizowałem go wyciągając jakiekolwiek wnioski. Kiedyś gdzieś je usłyszałem i po prostu zostało w mojej głowie. Jednak gdy zacząłem nad nim myśleć, to złapałem się na tym, że nie mam powodów dla których to stwierdzenie w jakikolwiek sposób mogłoby się obronić. Fakty są takie, że podobnie jak wiele osób nie lubię się kłócić. Zdałem sobie sprawę, że trzymanie w sobie takiego przekonania nie ma najmniejszego sensu.
No dobra, ale co mają w takim razie zrobić pary, które się często kłócą? Przede wszystkim nie tworzyć przekonania, że spory to równia pochyła, która doprowadza nas w przepaść. Owszem, to się jak najbardziej zdarza, lecz nie zawsze tak jest. Kłótnie pomagają czasem oczyścić atmosferę w związku, ale to też sztuka, żeby rzeczywiście tak było.
Co zatem oznacza stwierdzenie „wyniszczająca kłótnia”?
Wg mnie to gwałtowne zdarzenie, które bardzo mocno dotyka obie strony konfliktu. Szczególnie niebezpieczną jest sytuacja, w której niemal zawsze kłótnia podważa sens bycia razem w związku. Myślę, że każdy zna takie stwierdzenia jak:
„Może lepiej będzie jak się rozstaniemy”
„Po co ja w ogóle z Tobą jestem”
„Znajdź sobie kogoś innego”
I mimo tego, że w wielu sytuacjach po kłótni, żałujemy własnych słów, niestety może to mieć negatywne skutki w przyszłości. Co mam na myśli? Możliwe, że obniży się wzajemne zaufanie i pojawi się poczucie, które mówi, że ten związek nie jest tak dobry jak nam się wydaje.
Gdy kłótnie przybierają na częstotliwości i sile, to kolejnym etapem jest sytuacja, w której stajemy się ekspertami od wad partnera/partnerki. Moglibyśmy przytoczyć długą listę zachowań i cech, które przedstawiają naszych partnerów w bardzo negatywnym świetle. W takim położeniu rzeczywiście ciężko znaleźć jakieś zalety w drugiej osobie.
Następny element, w który mocno uderzamy to poczucie własnej wartości. Obrzucamy siebie nawzajem przeróżnymi epitetami i w ten sposób próbujemy zaniżyć ocenę partnera/partnerki. To także jest mocno zagrażający mechanizm, bo poczucie godności i wysoka samoocena to jedne z najważniejszych potrzeb człowieka. Nie szanując tego, możemy sobie nawzajem wyrządzić ogromną krzywdę. Przywrócenie sytuacji do dawnego porządku będzie wymagało dużego nakładu pracy.
Następna sprawa to dotykanie czułych punktów. Niestety bardzo często ludzie przekraczają granice w swoich atakach. Prawda jest taka, że jak jesteśmy ze sobą już jakiś czas, to druga osoba dokładnie wie co powiedzieć, żeby mocno zabolało. W tym przypadku warto postawić samemu sobie jasne i nieprzekraczalne granice, bo inaczej tego typu awantury będą wyniszczać nasz związek. Jeśli pernamentnie je przekraczamy, to w pierwszej kolejności należy spytać samego siebie:
„Dlaczego niemal za każdym razem to robię, skoro wiem, ile to cierpienia dla drugiej strony”?
Brak inicjatywy
To bardzo ciekawy punkt. Są osoby mówiące, że to facet powinien wychodzić z inicjatywą. Inni tak powiedzą o kobiecie, a jeszcze ktoś, że oboje mają działać. Gdzie leży zatem prawda? Pośrodku? Niekoniecznie. Myślę, że warto sobie odpowiedzieć na pytanie:
„Czym jest dla mnie inicjatywa”?
Czy jest to np. jego pomysł, aby wyskoczyć gdzieś na weekend? I następnie para wspólnie ustala szczegóły.
Czy też lepiej powiedzieć:
„W sobotę wieczorem zabieram Cię do przytulnej włoskiej restauracji”
Trudno wskazać jednoznaczną odpowiedź na te pytania, bo to zależy jak podchodzimy do tematu inicjatywy w związku. A może powyższe przykłady traktować kontekstowo i w jednym przypadku sprawdzi się pierwsze stwierdzenie, a w innym drugie? Każdy musi sam na to odpowiedzieć.
Czy kobieta powinna wychodzić z inicjatywą? Myślę, że tak, ale w odpowiednich proporcjach. Oczywiście jest to moje prywatne zdanie i nikomu nic nie narzucam. Jak dla mnie osobiście świetnie sprawdza się zasada 80/20. Na każde 100 inicjatyw jego jest 80, a jej 20. Dlaczego właśnie takie proporcje? Według mnie są one zdrowe, ponieważ każda strona ofiarowuje coś od siebie dla związku i wiele pań oczekuje mężczyzny prowadzącego w relacji. Dobre dla obojga jest także to, że kobieta wychodząc czasami z inicjatywą daje czytelny sygnał mężczyźnie, że jest on dla niej ważny i warto się starać o ich związek. Tym samym buduje to zaangażowanie obu stron.
Są mężczyźni, którzy nie wychodzą z inicjatywą, ponieważ obawiają się krytyki. Niestety w ten sposób jest ciężko funkcjonować przez lata, bo zamykamy sobie sporą ilość drzwi, które mogłyby się okazać doskonałym sposobem na wspólne spędzanie czasu. Gdy coś pójdzie nie tak na randce, to dobrze jest powiedzieć swoje zdanie, ale w sposób asertywny. Pamiętam jak jakiś czas z żoną wyszliśmy wieczorem i znalazłem wcześniej w internecie przytulną restaurację. Okazało się, że nie wszystko nam pasowało. Po wyjściu wspólnie o tym rozmawialiśmy, ale w taki sposób, że omawialiśmy plusy i minusy tego miejsca. Żona nie krytykowała mnie np. za kiepski wybór miejsca na wyjście.
Problem związany z brakiem inicjatywy może wynikać z naszych wartości i przekonań na temat roli mężczyzny i kobiety w związku. Liczy się również to, co działo się w domu rodzinnym. Wskutek tego może się zdarzyć sytuacja, że mężczyzna będzie stroną wycofaną w relacji, ponieważ w małżeństwie jego rodziców, to jego mama zawsze wszystkim rządziła. Jeśli taki model sprawdzał się przez lata, to może on chcieć przenieść to do swojego związku. Trzeba po testować co działa w naszej relacji, a co nie.
Każdy z nas ma własny zestaw wartości na temat roli kobiety i mężczyzny odnośnie inicjatywy. Oto niektóre z nich:
„Facet z inicjatywą jest atrakcyjny”
„Mężczyzna, który wychodzi naprzeciw kobiecym oczekiwaniom daje poczucie bezpieczeństwa”
„Kobieta, która inicjuje jest pomysłowa”
Przykładów różnego rodzaju stwierdzeń można by mnożyć.
Kolejnym problemem, który myślę jest dość częsty to czekanie na siebie. Mijają dni, czasem miesiące, a partnerzy wyczekują, kto wreszcie coś zaproponuje jako pierwszy. Niejednokrotnie może towarzyszyć temu duży upór, który brzmi:
„Dlaczego zawsze i znowu ja? Niech on/ona coś teraz zainicjuje”
Tutaj potrzebna jest szczera rozmowa o własnych oczekiwaniach, ale być może też o blokadach, które jedna osoba lub oboje partnerzy mogą odczuwać.
Trzeba pamiętać, że każde szczere, nawet drobne wyjście z inicjatywą, jest krokiem do budowania poczucia więzi i wzajemnej atrakcyjności w związku.
Wyrabianie fałszywych przekonań
Całe nasze życie to zbiór wielu przekonań na różne tematy. Między innymi one definiują to jak funkcjonujemy. Np. jeśli ktoś kto uważa, że francuskie samochody są beznadziejnie kiepskiej jakości i często się psują, to nigdy nie kupi samochodu z tego kraju. To samo dotyczy związków damsko – męskich. Wchodząc z kimś w relację mamy pewne ugruntowane przekonania w sobie. Jednak to co zauważyłem, to częste nieporozumienia z uwagi na brak komunikacji w dalszych etapach związku. Prowadzą one do wyrabiania nierzadko fałszywych przekonań na różne tematy.
Weźmy pod uwagę sytuację, gdzie mężczyzna ma jakiś kłopot i zamyka się w sobie. Mogą to być problemy w pracy, gdzie jest zbyt dużo stresu i wścibski szef zawsze się o coś wkurza. Wielu facetów próbuje tego typu kłopoty rozwiązać samodzielnie i w sumie nie ma w tym nic dziwnego, bo my mężczyźni tak mamy. Często chcemy się wykazać i sprawę załatwić samodzielnie. Okazuje się, że nie zawsze wszystko jest bardzo proste i gładko idzie po naszej myśli. Gdy owa sytuacja się przedłuża, a facet nie powie o tym swojej partnerce, to może powstać pewien mit. Otóż ona zaczyna myśleć, że jego zachowanie jest adresowane w jej kierunku, zwłaszcza, że na pytanie – co się stało – mężczyzna odpowiada wzruszeniem ramion, milczeniem lub:
„A takie tam. To nic ważnego”
Dopóty dopóki nie wyjaśnią sobie tego problemu, to w głowie jednej osoby lub obojga mogą istnieć fałszywe przekonania. Oto przykłady:
Ona: „Nie chce już ze mną rozmawiać. Odizolował się ode mnie”
On: „Po co jej mówić skoro i tak mi nie pomoże”
Jedno lub obydwa stwierdzenia mogą być dla nich lub dla jednej ze stron prawdziwe. Wszystko zależy od tego na ile partnerzy wierzą w te przekonania.
Gdy jesteśmy w związku, to w ciągu naszego bycia ze sobą wydarza się całe mnóstwo różnego rodzaju sytuacji, po których wyrabiamy sobie zdanie. Niestety w wielu przypadkach jest ono nieprawdziwe. Prowadzi to do stanu, gdzie przestaje być budowana atmosfera szczerości i otwartości w związku. Potrzebna jest komunikacja, w której ludzie wprost powiedzą dlaczego wyrobili sobie takie a nie inne zdanie na dany temat. Wtedy można łatwo wszystkie wątpliwości potwierdzić albo rozwiać. Dobrym pomysłem jest przeprowadzanie takich rozmów cyklicznie, bo dzięki temu mamy dostęp na bieżąco, do tego co się między nami dzieje. W przeciwnym razie liczba fałszywych przekonań niebezpiecznie wzrośnie i później dużo trudniej będzie pewne rzeczy „odkręcić”.
Twój związek lub małżeństwo potrzebuje pomocy? Chciałbyś zapomnieć o ciągłych kłótniach?
Chcesz wiedzieć jak budować stabilną relację? Skorzystaj i zapisz się na mój bezpłatny kurs
„7 niezbędnych elementów trwałego związku”
Brak czasu „tylko dla siebie”
Niby każdy wie jak ważny to element związku, ale wiele par o niego nie dba. Przyczyny są różne. Myślę, że to jedna z dużych chorób dzisiejszego świata – brak czasu. Na początku relacji naturalnie ludzie chcą się spotykać ze sobą jak najczęściej. Gdy są już ze sobą to mam wrażenie, że rzadko walczą o wspólny czas.
Oczywistym jest fakt pojawienia się czegoś takiego jak codzienność. Ludzie mieszkają razem, pracują, mają dzieci i mnóstwo rzeczy na głowie. Okazuje się, że wielu z nas chciałoby, żeby doba miała 48 godzin. Niestety to niemożliwe.
Czasem jak pomyślę, ile mam do zrobienia, to aż głowa boli. W ogarnięciu różnych rzeczy do zrobienia pomagają mi 2 stwierdzenia:
#1 „Doba dla każdej osoby na tym świecie ma 24 godziny”
#2 „Trzeba się skupić na jednej rzeczy”
Jakie to ma przełożenie na związek? Ogromne. Jeśli cały czas rezonuje w nas stwierdzenie – NIE MAM CZASU – to trudno nam będzie doprowadzić do sytuacji zmiany tego stanu rzeczy. Richard Branson – milioner i właściciel ponad 400 firm też ma tyle samo czasu co my. To przynajmniej mnie osobiście doprowadza do stwierdzenia, że da się lepiej zarządzać sobą w czasie. Krok za tym zdaniem idzie następne stwierdzenie, które mówi o chęci poszukiwania dłuższych momentów w ciągu dnia, które można spędzić tylko we dwoje.
Co do zdania #2, to w ślad za nim idzie mit, który brzmi – wielozadaniowość. Owszem pewne rzeczy można robić jednocześnie, np. biegać i słuchać muzyki, ale w związku czy małżeństwie czas dla siebie powinien być okazją skupienia tylko na sobie. Pozytywnym skutkiem są „te” chwile tylko we dwoje, które zapamiętujemy. I choć niekoniecznie spędziliśmy ze sobą długie godziny, tak jak kiedyś, to kluczowa jest jakość tego czasu. W ciągu dnia, gdy mijamy się w domu, to niby jesteśmy razem, ale trochę osobno. Każdy z nas jest czymś zajęty. Jeśli natomiast dajemy sobie całą uwagę, to mocno wzrasta poziom zadowolenia z relacji. Czujemy się ważną częścią życia drugiej osoby. Jesteśmy zauważani i tworzy się też silniejsza więź.
Ktoś może pomyśleć, że przeszkodą we wspólnym spędzaniu mogą być różne zainteresowania. I tak i nie. To zależy od rodzaju zainteresowania, ilości czasu jakie się mu poświęca oraz podejścia do sprawy obojga partnerów.
Wzajemne niedocenianie
Bardzo często zdarzają się sytuacje, w których się nie doceniamy. Niestety może to trwać latami. Po krótszym lub dłuższym czasie zaczyna nam to przeszkadzać. Dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet. Poczucie doceniania, to jedna z najważniejszych potrzeb.
Prawdą jest, że powszednieje nam wiele różnych rzeczy. To niestety błąd. Np. kobieta opiekująca się dzieckiem i spędzająca czas w domu tak samo chce być zauważana i doceniana i mężczyzna, który od rana do wieczora pracuje na utrzymanie rodziny.
Niejednokrotnie zdarza się, że nie widzimy tego co robimy, bo licytujemy się kto ile zrobił. Smutna prawda jest taka, że rzadko obiektywnie można stwierdzić, która osoba daje więcej dla związku. Zresztą, czy naprawdę o to chodzi w byciu razem? Z pewnością nie. Dobrze jest jak najszybciej przerwać takie błędne koło licytacji i przenieść swoje skupienie na to, co zrobiła i co robi druga osoba. Warto od czasu do czasu spojrzeć na partnera/partnerkę i zauważyć pozytywne codzienne drobne gesty. Można to podkreślić mówiąc:
„Doceniam to, że tak ciężko dla nas pracujesz”
„Cieszę się, że wracam do domu, w którym jest dobra atmosfera”
Wyrażamy tym samym szacunek, który jest jednym z fundamentów bycia razem. Dobrze jest określić co dla nas indywidualnie znaczy być docenionym. Krótko mówiąc po czym poznajesz, że ktoś Cię docenia? Czy wolisz słowa, czyny lub drobne prezenty? Określając to, masz ogromną możliwość wprowadzić do swojego związku dużo spokoju i wartości. Będziecie bowiem oboje wiedzieli czego najbardziej od siebie oczekujecie w tym aspekcie. Kiedy potrafimy doceniać i zobaczyć starania drugiej osoby, idzie za tym to, że nasz partner/partnerka zyskuje w naszych oczach.
Na pewno trzeba zwrócić uwagę na kolejną sprawę. Dotyczy ona naszych uczuć. To niezwykle istotne, aby umieć zobaczyć w tym co robimy dla siebie nawzajem konkretne postawy, które za tym stoją. Wbrew pozorom jest ich tam wiele. Nie ogranicza się tylko do szeroko rozumianej miłości, ale idąc głębiej, możemy tam znaleźć co niemiara przyjemnych i ciekawych emocji takich jak: życzliwość, troska, zachwyt, spełnienie, akceptacja, oddanie, czułość czy też entuzjazm lub poświęcenie. Sięgając głębiej widzimy więcej, a to wzmacnia poczucie bliskości.
Zbytnie skupienie się na poszczególnych elementach życiowych (wychowywanie dzieci, zarabianie pieniędzy)
Ten podpunkt może się wydawać niezbyt ważny, ale nic bardziej mylnego. Doprowadza to nawet do zaniku więzi i rozpadu związku.
Pamiętam jak kiedyś pracując zawodowo byłem bardzo mocno skupiony na tym, żeby zarabiać pieniądze i aby mojej rodzinie wiodło się jak najlepiej. Co w tym złego? – ktoś może pomyśleć. Wydaje się to normalne i powszechne, bo przecież wiele osób tak robi. Niestety mój błąd polegał na tym, że zaniedbywałem pewne rzeczy. Owszem starałem się robić wszystko, by moja żona czuła moją pomoc i wsparcie, ale było tego zbyt mało, bo w głowie często pojawiały się myśli:
„Jak mógłbym bardziej poprawić naszą sytuację”?
Niestety nieświadomie koncentrowałem się bardziej na pracy zawodowej. Teraz po parunastu latach małżeństwa jak najbardziej nadal zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba poprawiać stopę życiową, ale należy to robić w bardziej mądry sposób.
Zdarzają się historie par, gdzie po 15 czy 20 latach małżeństwa, gdy dzieci się wyprowadzą z domu, to żona nagle żąda rozwodu. Zszokowany mężczyzna na początku jest zdezorientowany, ale patrząc wstecz na ich związek, można zauważyć, że żona skupiła się mocno na wychowaniu dzieci, a on na pracy zawodowej. Z czasem doprowadziło to do zaniku więzi i w konsekwencji do sytuacji braku zadowolenia ze związku. W tego typu przypadkach ludzie się albo rozstają lub ponownie walczą o siebie. Przytoczony mój osobisty przykład oraz tego małżeństwa doprowadza do konkretnego i dobrze znanego wielu osobom wniosku:
„Lepiej zapobiegać, niż leczyć”
Czasami też jest tak, że ludzie świadomie uciekają w hobby, wychowanie dzieci, pracę i inne zajęcia, aby nie zajmować się własnym związkiem. Ta ucieczka jest w pewnym sensie zrozumiała, bo dotyczy często trudnych działań i rozmów. Niestety tak naprawdę ona w niczym nie pomaga i im dłużej zwlekamy, tym ciężej się komunikować, zwłaszcza, że po drodze mogą się wydarzyć kolejne nieprzyjemne sytuacje.
Gdy koncentrujemy się na innych aktywnościach, to nierzadko widzimy partnera/partnerkę w gorszym świetle. Okazuje się, że czegoś brakuje, a wcześniej było to obecne i nasza druga połówka traci w naszych oczach. Pojawia się niejednokrotnie rozczarowanie i wycofanie. Stąd też może zaistnieć potrzeba zajmowaniem się czymś innym niż bycie ze sobą na 100%. To nie jest dobre wyjście. Potrzebne jest wspólne budowanie szczęścia w związku. Bardzo ważne jest rozróżnienie czy skupiamy się na czymś innym świadomie i czy potrafimy wrócić do stanu, gdzie dominuje w nas otwartość na naszego partnera/partnerkę.
Na koniec moja drobna uwaga. Opisane elementy, które zagrażają trwałemu związkowi opisałem w kolejności przypadkowej. Niech każdy sobie odpowie na pytanie:
„Jakie inne potencjalne zagrożenia są w relacji i którymi trzeba się zająć w pierwszej kolejności”?
Podziel się swoją opinią w komentarzu pod artykułem.
Twój związek lub małżeństwo potrzebuje pomocy? Chciałbyś zapomnieć o ciągłych kłótniach?
Chcesz wiedzieć jak budować stabilną relację? Skorzystaj i zapisz się na mój bezpłatny kurs
„7 niezbędnych elementów trwałego związku”
Kliknij w poniższy link:
