5 powodów rozpadu związków

Każdy chce kochać i być kochanym. Jeśli dany związek przejdzie fazę zakochania i wejdzie na ścieżkę miłości dojrzałej, wtedy zaczynają się „schody”. Pojawiają się trudności i wyzwania. Są one związane z codziennością, której nie sposób uniknąć. Przechodzi to w rutynę. Przecież tego nie chcemy, prawda? A jednak tak łatwo się do tego przyzwyczajamy. Gdy nie będzie właściwej reakcji na negatywne sygnały w odpowiednim czasie, wówczas związek może znaleźć się nad przepaścią. Co na to wpływa? Jakie są tego przyczyny?

Przestaliście rozmawiać

Brzmi to jak paradoks, ale wiele par nie rozmawia ze sobą. Można pomyśleć, że z pewnością chodzi o trudne tematy do przerobienia. Nic z tych rzeczy. Ludzie niejednokrotnie nie prowadzą żadnego dialogu. Jednym z winowajców odpowiedzialnych za taki stan rzeczy są nasze przekonania. Na podstawie tego co obserwujemy u partnera/partnerki wyciągamy sobie własne wnioski.
I TU UWAGA! BARDZO CZĘSTO BŁĘDNE WNIOSKI!
Pracując z parami dostrzegam, że ktoś sobie coś pomyślał, bo druga strona postępowała tak, a nie inaczej. Okazuje się później, iż interpretacja danego zachowania lub sytuacji jest błędna. Jakże wielkie następuje zdziwienie tej osoby:
„Aha! Myślałem, że jest inaczej…”
Wtedy otwierają się oczy. Oczywiście nie chodzi o oskarżanie kogoś o nieuważność, olewanie czy też inne gorsze rzeczy. Nasz mózg po prostu nie jest w stanie wszystkiego „zarejestrować” i odtworzyć zgodnie z faktami.
Kolejnym powodem braku rozmowy są tzw. ciche dni. Niestety bywa, że one zamieniają się w lata. To bardzo przykre, ale ludzie żyją tak ze sobą. Jedną z przyczyn jest postawa:
„Wycofuję się, bo i tak nie dostanę czego chcę”.
Więcej o cichych dniach możesz przeczytać w moim innym artykule:

Brak seksu

Pamiętam kiedyś taką parę, która przed rozstaniem nie sypiała ze sobą od ponad roku. Na salach sądowych, gdzie orzekany jest rozwód mówi się o rozpadzie pożycia. Jednym z jego elementów jest właśnie seks.
Dla mnie osobiście jest formą relacji. Oczywiście bardzo intymnej. Nie zwierzamy się przecież z tych rzeczy pierwszej napotkanej osobie. Gdy w ten sposób traktuję współżycie, to lepiej jest mi patrzeć na to jako całość i dostrzegać elementy, które są potrzebne, aby obie strony były zadowolone. Moim zdaniem seks to pewnego rodzaju papierek lakmusowy. Przykładasz go do związku i łatwo można sprawdzić czy wszystko jest w porządku – nie tylko w odniesieniu do tego elementu, ale też co do całości relacji.

Brak współżycia prowadzi do frustracji i konfliktów. Jeśli ludzie sypiają razem, ale tak naprawdę obok siebie lub jedno w sypialni a drugie w salonie, to nie wróżę szczęśliwej przyszłości takiej parze. Nie chodzi tu o przepowiednie, ale stwierdzenie faktu, bo dobry seks to taki, który cementuje związek i bardzo zbliża dwoje ludzi. Ta intymność jest zarezerwowana dla prawdziwej miłości. W przeciwnym razie jest to tylko „akt płciowy”, ot taki „zwykły dzień w biurze” lub o zgrozo „spełnienie małżeńskiego obowiązku”.

Z seksem jest tak, że kiedy się o nim nie rozmawia, to brakuje ludziom informacji o własnych potrzebach. To poważny błąd, bo one się zmieniają w ciągu naszego życia i także zależą od tego na jakim etapie jest relacja i jaka jest sytuacja między ludźmi.
Jednocześnie to bardzo wrażliwa sfera, bo jak kobieta ma powiedzieć swojemu mężczyźnie, że zbyt szybko „dochodzi”? Z kolei jak on ma jej wytłumaczyć, że przestała o siebie dbać? W tego typu rozmowach potrzeba odpowiedniej komunikacji. Tymczasem w takich sytuacjach pary nieraz wybierają przemilczenie tematu. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w emocjach towarzyszących trudnym rozmowom. Są to np. rozczarowanie, strach, żal czy też poczucie winy. Gdy one w nas siedzą, to niekoniecznie często się odzywają, ale wierz mi – zaczną. Najpierw powoli pukają, a później wręcz krzyczą w nas, aby się nimi zająć. Tak działa ludzka psychika.
Zdarza się niejednokrotnie, że ludzie przestają być dla siebie atrakcyjni. Zobacz jednak, iż nie da się przecież dzień w dzień chodzić w pięknych sukienkach i garniturach. Owszem, to może być twój strój np. do pracy. Warto jednak pamiętać, że w domu pragniemy więcej luzu.

Poczucie atrakcyjności w oczach partnera/partnerki to nie tylko super wygląd, ale także wnętrze. Zatem facet może być seksi w ubraniach roboczych, a dla niego jego kobieta w szlafroku. Wszystko zależy od tego jak ludzie na siebie patrzą. Kiedy brakuje pewnego rodzaju ognia, to widzimy partnera/partnerkę i…nic. Zero reakcji. Wszystko tak spowszedniało, że szkoda gadać.

Trzeba pamiętać, że w tym co napisałem powyżej nie chodzi o zaniechanie dbania o siebie. To jest jak najbardziej bardzo ważny element atrakcyjności. Wskazuję tylko, że nie jedyny, bo są także inne równie istotne.
Brak seksu jest moim zdaniem dramatem wielu par, ponieważ tego typu bliskość jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka i nieodzownym składnikiem pełnego i trwałego związku.

Gdzie się podział czas tylko we dwoje

To prawdziwa plaga. Jednym z jej powodów jest tempo życia, które gwałtownie wzrosło. Dzisiejszy świat nie oferuje nam możliwości skupienia, analizy czy też zastanowienia się nad własnym życiem i związkiem. Tym samym jest mnóstwo „rozpraszaczy”, które skutecznie uniemożliwiają wspólne spędzanie czasu.

Należy rozróżnić bycie ZE SOBĄ i OBOK siebie. Obydwie formy jak najbardziej mogą być wartościowe dla związku, ponieważ nie muszą się wykluczać. Gorzej jeśli występuje tylko ta druga wymieniona przeze mnie forma. Niestety powoduje to u ludzi iluzję. Osoby z naszego otoczenia – rodzina i przyjaciele – którzy nas znają, mogą stwierdzić, że:

„Spędzacie ze sobą tak dużo czasu”
Pewnie gdyby policzyć te godziny, to wyjdzie ich całkiem sporo. Tymczasem na sesjach, które prowadzę, wszystko wychodzi na światło dzienne i  nieraz obie strony zgodnie twierdzą:
„Brakuje chwil tylko we dwoje”
Pod powyższym stwierdzeniem kryje się brak bliskości. Niby razem, ale jednak osobno. To subiektywne odczucie, ale nie trzeba robić nic skomplikowanego, aby się dowiedzieć czy ludzie są zadowoleni z momentów, które razem spędzają.
Jakiś czas temu wszedłem do pewnej kawiarni i przy małym stoliku naprzeciw siebie siedziała para. Klimat był bardzo przytulny i oboje pili gorącą czekoladę. Pomyślisz być może:
„Jaki to piękny obrazek. Też tak chcę!”
Rozczaruję cię. To był bardzo smutny i rozczarowujący widok, bo oboje mieli w ręku smartfony i w ogóle ze sobą nie rozmawiali.
Pomyślałem sobie, że gdyby jedno z nich niepostrzeżenie zabrać z tego miejsca, to ciekawe po jakim czasie druga osoba by się zorientowała, że została sama. Nie warto stwarzać pozorów i oszukiwać  siebie myśląc:

„Spędzamy wspólnie czas”

Tamci byli OBOK siebie, ale nie ZE SOBĄ. Oczywiście mógł to być tylko pewien wycinek z sytuacji, polegający na tym, że jak wszedłem do kawiarni, to oni akurat mieli telefony w rękach. Niewykluczone, że wcześniej zajmowali się tylko sobą. Nie znałem ich przecież osobiście ani historii tego związku. Nawet gdyby wiele razy będąc ze sobą patrzyli w ekrany smartfona, to być może taki stan rzeczy im odpowiada. Wtedy to nie jest żadnym problemem.

Podobny przykład. Para siedziała w restauracji i ona patrzyła na swojego faceta złowrogo, bo nie mógł się oderwać od telefonu. Zastanów się teraz:
„Gdzie w tym wszystkim są te piękne chwile, które będą wspominać?”
Odpowiedź jest bardzo prosta. Wspomnienia będą negatywne a nie pozytywne. Brak skupienia na sobie i poświęcenia odpowiedniej ilości uwagi nigdy nie kończy się dobrze.

Czasami się zapominamy, na coś z ciekawości spojrzymy, dostaniemy wiadomość, na którą chcemy odpisać itd., więc problemem nie jest samo przeglądanie internetu, odpisywanie lub granie, bo wielu ludzi to robi. Kłopotem jest robienie tego notorycznie i gdy przeradza się to w pewnego rodzaju nałóg kosztem budowania bliskości.

Wyprowadzenie takiej sytuacji „na prostą” może się okazać nie lada wyzwaniem. Przy kolejnej propozycji wspólnego wyjścia, włączy się w głowie czerwona lampka ostrzegawcza i prawdopodobnie osoba będzie chciała uniknąć chwil spędzanych JEDYNIE w swojej obecności.

Przestajecie się sobą interesować

Pamiętam jak byłem nastolatkiem i miałem dziewczynę, u której przeszkadzała mi pewna rzecz. Otóż, kiedy się spotykaliśmy, to wydawało mi, że ludzie naturalnie pytają siebie:
„Jak minął dzień?”
Był to dla mnie jeden z elementów potwierdzenia zainteresowania sobą. Po wysłuchaniu o tym jak spędziła swój dzień, zaczynałem sam mówić co wydarzyło się u mnie. Ona od siebie nie pytała co porabiałem. Traktowałem to jako brak zainteresowania z jej strony. Niestety nigdy z nią nie porozmawiałem dlaczego tak postępowała.

Przy braku wyjaśnienia sytuacji, takie myśli okazują się niebezpieczne, bo wkręcając się w nie niejednokrotnie pojawia się w głowie:

„Przestałem być ważny. Już się nie liczę”
Pytanie czy, aby na pewno jest to prawdą czy jedynie błędną interpretacją? Niemniej jednak, szalenie istotne jest bycie najważniejszą częścią życia dla ukochanej osoby. W końcu chcemy być dla siebie pierwszoplanowymi postaciami, a nie z któregoś tam rzędu czy szeregu.
Kolejnym zagrożeniem jest nieprzyjazne lub czasami wręcz wrogie myślenie o sobie nawzajem.
To jest wspomniany efekt błędnego interpretowania postaw i zachowań. Idąc w tym dalej pojawiają się w głowie negatywne myśli na temat partnera/partnerki. Wynika to z tego, że gdy np. zawsze coś dla siebie nawzajem robiliśmy, a przestaliśmy, naturalnie pojawia się pytanie:
„Co się stało?”
Brak komunikacji w tym temacie prowadzi do stwarzania mnóstwa scenariuszy, którymi można by obdzielić sporo filmów. Każdy z nich przywiera dla nas formę realiów, a wiele razy okazuje się to mitem. Niestety żyje on swoim życiem, a brak komunikacji sprawia, że niepotrzebnie go karmimy i przywiera coraz to większe rozmiary. Staje się tak wielki, iż tworzy błędną i smutną rzeczywistość, która – jak powiedziałem – jest tak naprawdę iluzją, bo parę pytań do partnera/partnerki jest w stanie rozwalić ten mit w pył.

Nieustanne kłótnie

Któż z nas się nigdy nie pokłócił będąc w związku niech podniesie rękę. Jestem pewien, że lasu rąk nie zobaczę. Wiadomo – ludzie się kłócą.
Według mnie najbardziej zagrażające konflikty, to takie w których zawsze uderzamy w czułe punkty, wyzywamy się i kończymy kłótnię, zdaniem podważającym sens związku:
„Po co w ogóle jesteśmy razem?”
„Zastanawiam się jakim cudem ciągle z tobą jestem?”
To bardzo niebezpieczne stwierdzenia. Uderzają w powód bycia razem. Jak często i szybko zdarza nam się z czegoś rezygnować, bo nie widzimy natychmiastowych i spodziewanych efektów. Własny związek trzeba traktować wyjątkowo, bo stracenia jest dużo więcej, niż tylko pseudo okazja kupna czegoś nieznaczącego w sklepie. Wiele osób docenia partnera/partnerkę dopiero po… rozstaniu. Następuje otrząśnięcie i wtedy zaczynamy bardziej racjonalnie myśleć.
Istnieją także kłótnie, które nie podważają sensu bycia razem, ale to takie drobne igiełki wbijane w relację. Niekiedy nie są mocno odczuwalne, ale z czasem ich ilość przyprawia w końcu o ból głowy. Wiele osób dochodzi do wniosku:
„Po co ciągnąc dalej ten związek, skoro wiecznie kłócimy się o głupoty”
Oczywiście rozumiem osoby z „uszczypliwym” poczuciem humoru. Znam takich ludzi. Jednak będąc ze sobą trzeba wyważyć słowa i uważać na sytuacje, w których się je wypowiada, żeby z igły nie zrobiły się widły.

Drobnostki mogą być wstępem do większych sprzeczek i wreszcie konfliktów, które dzielą ludzi. Trudno uwierzyć, że ktoś świetnie będzie sobie radził z wielkimi problemami, skoro w tych małych sprawach ponosi porażkę.

Podsumowanie

Istnieje wiele powodów rozpadu związków. Te przytoczone powyżej mają istotny wpływ na jakość relacji, a problemy z nimi związane mogą się skończyć utratą ukochanej osoby.
Warto przyjrzeć się własnemu związkowi, bo paradoksalnie wielokrotnie nie dostrzegamy istotnych problemów. Uważność może pomóc poukładać pewne sprawy, a odpowiednie działania pomogą w rozwiązaniu problemów. To z kolei przełoży się na większą trwałość relacji.
Jeśli twój związek przeżywa trudności i nie jesteś pewien czy to wszystko nadal ma sens, kliknij w link poniżej i przeczytaj artykuł: