3 pułapki, z którymi mężczyźni i kobiety nie radzą sobie w związku

Ciężkie chwile to pewnego rodzaju próba sił dla związku. Trudno się żyje w świecie, który bardzo często nas nie wspiera, a wręcz podpowiada rozwiązania na skróty kończące się nieszczęściem. Czasami niełatwo sobie poradzić nawet z pozoru błaho wyglądającymi problemami. W tym artykule chciałbym wyróżnić 3 rzeczy, z którymi wiele osób nie umie sobie poradzić.

Krytyka

Należy śmiało powiedzieć, że negatywne opinie bardzo nas bolą. Nadepnąć sobie nawzajem na odcisk, to żadna sztuka. Wystarczy drobne słowo i już potrafimy się na siebie obrażać na długie godziny i dni.
Jednak warto sobie zadać pytanie:
„Jak to zrobić, aby druga strona nie czuła się urażona?”
Na pewno nie wolno stosować strategii:
„Lepiej się nic nie odzywać”
Wracając do wcześniejszego pytania, to obie strony muszą w sobie wyrabiać postawy asertywne. W pierwszej kolejności trzeba ustalić w jaki sposób chcemy ze sobą rozmawiać czy też jakich słów unikać.
Trzeba zachować balans pomiędzy nadmierną krytyką, a milczeniem. Są sprawy, które warto odpuścić i ugryźć się w język, ale istnieję i te, gdzie należy być stanowczym. Tego typu sytuacji może być mnóstwo, więc jest to bardzo indywidualne. Do danej pary należy decyzja co odpuścić, a na co zwracać szczególną uwagę.
Niestety w wielu związkach krytyka jest na porządku dziennym – zbyt często i za dużo. Taki stan rzeczy jest szczególnie niebezpieczny dla osób o niskim poczuciu własnej wartości. To także trudna sprawa dla tych, którzy są perfekcjonistami i chcą wszystko nadmiernie kontrolować. Jedna mała wpadka, bo coś pójdzie nie tak jak powinno i kłótnia z epitetami gotowa.
Pracując z parami na terapii nie zdarzyło się jeszcze, aby ktoś z miłą chęcią się zmienił, ponieważ był cały czas krytykowany. Druga osoba mogłaby z ulgą stwierdzić:
„Wreszcie dotarło”
Sytuacja jest dokładnie odwrotna. Nieustanne potępianie drugiej osoby prowadzi do oporu i blokad. Domyślnie według wielu ludzi krytyka służy do wskazywania tego co złe i poprzez to – do zmiany partnera/partnerki. Rzeczywistość pokazuje coś innego. To zawsze droga donikąd.

Dobrze jest kiedy potrafimy odpowiednio nazywać krytykę. Wbrew pozorom to mogą być bardzo cenne informacje i warto się uczyć je wyłapywać, aby po tym jak emocje opadną dopytać o co chodziło drugiej osobie. Odpowiednie przepracowanie tych informacji w głowie skutkować będzie zmianą w sposobie myślenia, a tym samym przełoży się to na inne – lepsze zachowania na przyszłość w różnych sytuacjach.

Jeśli chodzi o mężczyzn, to wielu nie radzi sobie z krytyką, ponieważ ona dotyka bezpośrednio tak zwanej męskiej dumy (męskiego ego) czy też takiego poczucia, że my faceci nie będziemy czegoś robić, bo to na przykład wstydliwe czy też poniżające. Tutaj trzeba się zastanowić, ponieważ jest mnóstwo rzeczy, które faceci traktują zbyt przesadnie. Fakt jest taki, że w wielu z nas jest chęć rywalizacji i udowadniania sobie i otoczeniu „kto tu rządzi”. Prawa jest taka, że nie każdy jest świetnym majsterkowiczem, ponieważ każdy z nas ma różne kompetencje. Oczywiście umiejętności trzeba rozwijać, ale naturalne jest, iż nie jest możliwe bycie najlepszym we wszystkim.

Kluczem jest to, aby umieć sobie poradzić, gdy nasze deficyty są dotykane lub czasami obnażone. Nie jest to proste, gdyż wówczas odpalają się w głowie różnego rodzaju negatywne odczucia takie jak wstyd, zażenowanie czy też pewnego rodzaju uczucie porażki. Zamiast odpowiadać atakiem lub desperacko się bronić, warto stanąć obok całej sytuacji i przemyśleć sobie:

„Co konkretnie jest przedmiotem krytyki?”

Oczywiście nie chodzi tutaj o domyślanie się, bo przede wszystkim trzeba rozmawiać wprost ze sobą.

Zamiast pytać:

„Co robię źle?”

Dobrze jest użyć czegoś innego:

„Co można zrobić lepiej?”
„Co należy poprawić?”

Dla obojga partnerów niech będzie to jasny i czytelny sygnał chęci wejścia na ścieżkę skutecznej komunikacji, a to jest milowy krok dla związku.

Nieumiejętność wytrwania za sobą kiedy jest źle

To drugi punkt, ale również szczególnie ważny. Zasługuje na podkreślenie, ponieważ w zasadzie nie jest żadną sztuką być ze sobą kiedy nam się świetnie układa. Wtedy wiadomo, że jest super rozmowa, uśmiechamy się, dogadujemy, nie kłócimy, jest wspaniały seks i mamy poczucie autentycznego spełnienia. Taki związek potrafi dodać takich skrzydeł i energii, że moglibyśmy wręcz przenosić góry.

Gdy spotykają nas sytuacje trudne, to bardzo wielu – przede wszystkich mężczyzn –  niestety po prostu się wycofuje. Stwierdzają, że lepiej nie warto się przeciwstawiać, więc lepiej gdzieś schować się z tyłu, poobserwować i może za jakiś

„Wyjdzie na moje”

Tutaj nie chodzi o zwycięstwo, ale rozwijanie WSPÓLNIE umiejętności komunikowania tego, co nam nie pasuje. Prawdą jest, że każdy z nas ma swojego rodzaju różne czułe punkty i rzeczywiście sztuką jest o tym rozmawiać i nie używać tego jako broni, wiedząc jak dużą przykrość i ból sprawimy partnerowi/partnerce.

Uciekając od problemów wiele osób ma tendencję, aby popadać w różnego rodzaju zajęcia. Na przykład siłownia, granie na komputerze, alkohol i inne używki. Sytuacja się może jeszcze bardziej pogłębiać, ponieważ tracimy grunt pod nogami oraz poczucie bezpieczeństwa i każda próba rozmowy może się kończyć pogłębieniem konfliktu.

Bardzo trudno jest wytrwać w tego rodzaju atmosferze – pełnej napięcia i poczucia, że coś zaraz spadnie i się rozwali. Często nasz wewnętrzny upór i błędny sposób interpretacji sytuacji nie pozwala na podjęcie rozmowy. Trzeba zdać sobie sprawę, że wyciągnięcie ręki do drugiej osoby, to nie jest nic uwłaczającego. Wręcz przeciwnie. To wielki gest odwagi, bo zmierzenie się z kryzysem to nie lada wysiłek.

Pracując z parami obserwuję, że bardzo często wszystko wisi na włosku. Wśród osób które się do mnie zgłaszają sytuacja naprawdę jest podbramkowa i trzeba wdrażać solidny program naprawy związku. Z jednej strony to normalne, bo nikt nie chodzi na terapię dla par, gdy się świetnie układa. Zgadza się, ale warto pamiętać o walce z problemami zawczasu w myśl zasady:

„Im szybciej tym lepiej”

Obserwuję, że niestety kobietom jest łatwiej się zgłosić po pomoc. Z kolei bardzo wielu mężczyzn nie chcę korzystać z terapii. Jest to trochę niezrozumiałe, bo czy męska duma ma być ważniejsza od długoletniego szczęśliwego związku i miłości?

Stagnacja

Już samo to słowo wywołuje u wielu osób gęsią skórkę. Dużej ilości ludzi wyraźnie kojarzy się to z nudą, przewidywalnością i życiem, które jest pozbawione wrażeń. Rzeczywiście – w związku bardzo łatwo wpaść w rutynę, ale trzeba sobie zadać podstawowe pytanie:

„Czym konkretnie jest dla nas stagnacja?”

Wyjście raz w tygodniu do tego samego kina? Czy po prostu jest to urozmaicenie naszego codziennego życia i wspólnie spędzony czas? Trzeba to ustalić, ponieważ może się okazać, że dwie osoby mają różne definicje stagnacji. Ktoś może uważać swój związek za świetny, a druga osoba z kolei zauważy wszechobecną nudę.

Oczywiście sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej, kiedy nie mamy możliwości wyjścia ze sobą choćby ze względu na małe dziecko (dzieci).

Tak naprawdę kluczem jest wspólnie spędzać czas nie tylko wychodząc z domu. Najważniejsze jest, żeby w 100 procentach poświęcać uwagę tylko i wyłącznie sobie (smartfony odkładamy na bok).

Skuteczną bronią przeciwko rutynie jest inicjatywa oraz postawa, że nie warto spoczywać na laurach, ale aktywnie uczestniczyć w relacji. Niech ona żyje, a nie jest jedynie pozostawiona rutynie dnia codziennego. Partnerzy muszą rozmawiać o tym kto ma być prowokatorem do inicjowana różnych rzeczy. W przeciwnym razie będą czekać na siebie nawzajem z postawą roszczeniową:

„Dlaczego zawsze to JA mam wychodzić z inicjatywą?”

Przeciwdziałanie stagnacji, to konieczność, ponieważ jeżeli ona zbyt długo będzie trwała, to związek  może popaść w różnego rodzaju skrajności. Konsekwencjami tego niejednokrotnie bywają długotrwałe konflikty i zdrada.

Podsumowanie

Warto pamiętać o tych trzech pułapkach, ponieważ bardzo łatwo w nie wpaść, a o wiele trudniej z nich wyjść. Odpowiednio wcześniej przeciwdziałając mamy szansę sprawić, że nawet jeżeli one dosięgną nasz związek, to nie będą siały spustoszenia. Nadrzędna zasada to:

„Być ze sobą na dobre i na złe”

A jeśli się gorzej dzieje, to WSPÓLNA inicjatywa, aby jak najszybciej skutecznie przepracować problemy.